Odpowiedź na artykuł w Rzeczpospolitej autorstwa adwokatów Krzysztofa Stępińskiego i Jacka Dubois

12.04.2012

W Rzeczpospolitej z dnia 10 kwietnia 2012r. opublikowany został artykuł kolegów Krzysztofa Stępińskiego i Jacka Dubois pod tytułem „Standardy inkwizycji”. Z uwagi na to, że artykuł dotyczy również mnie, a nigdy nie czułem się inkwizytorem, postanowiłem odnieść się do poważnych, a przynajmniej poważnie brzmiących zarzutów.

W podtytule tekstu autorstwa kolegów Krzysztofa Stępińskiego i Jacka Dubois zawarto pytanie: czy adwokat, członek korporacji samorządowej, ma prawo publicznie prezentować własne poglądy? Zarazem autorzy udzielili sobie i czytelnikom jednoznacznej odpowiedzi, że większość członków obecnego Prezydium NRA uważa, że nie, jeśli ono myśli inaczej.Jako jeden z członków obecnego Prezydium NRA czuję się „wywołany do tablicy”. Zastrzegam przy tym, że wypowiadam się wyłącznie w swoim imieniu, co nie wyklucza, że - być może – są koleżanki i koledzy, którzy podzielają moje poglądy.

Zacznę zatem od bardzo niemiłego mi określenia „korporacja” użytego w odniesieniu do samorządu zawodowego, jakim jest Adwokatura. Nie odkryję chyba Ameryki, jeśli przypomnę, że w ostatnich latach określenie to używane jest w odniesieniu do Adwokatury wyłącznie dla wywołania jednoznacznie pejoratywnych konotacji. Nie widzę zatem powodu, aby sami adwokaci przejmowali tego typu słownictwo, chyba, że się od tego środowiska dystansują. Zaś „samorząd” oddaje istotę Adwokatury, która „sama się rządzi”. Równie trudna do przyjęcia jest dla mnie zbitka pojęciowa „korporacja samorządowa”. Osobiście uważam, że albo jedno, albo drugie.

W tymże samym podtytule Autorzy przypisują mi poglądy, których nigdy nie miałem i nie mam. Jest dla mnie oczywistością, że adwokat z racji wykonywanego zawodu zaufania publicznego musi mieć swoje poglądy, a zarazem prawo ich publicznego wyrażania. Jednakże musi przy tym stosować zastrzeżenie, które pozwoliłem sobie przywołać na wstępie.

Uważam otóż, że adwokat, któremu samorząd powierzył pełnienie jakiejkolwiek funkcji, powinien przy okazji publicznego zabierania głosu wyraźnie zastrzec, czy wyraża pogląd organu samorządowego, którego jest członkiem lub pogląd związany ze sprawowaniem funkcji czy też pogląd określony, jako jego osobisty.

Przy zachowaniu tego warunku unika się sytuacji, jaką wywołała wypowiedź kolegi Jakuba Jacyny, przedstawionego jako Przewodniczący Komisji Etyki NRA, odebrana jako oficjalne stanowisko NRA, a przynajmniej Prezydium NRA. O takim odebraniu tej wypowiedzi przez wiele koleżanek i kolegów w innych Izbach wiem z racji pełnionej funkcji. Najłagodniejszym komentarzem było zapytanie: „co oni w tym Prezydium wyprawiają?”

Chyba zrozumiałą reakcją na tę wypowiedź był wniosek o zaproszenie kolegi Jakuba Jacyny na posiedzenie Prezydium NRA, celem wyjaśnienia zaistniałej sytuacji.

Z przyczyn, których nie znam, a także - jak wiem – nie zna kilkoro innych członków Prezydium NRA, do takiego spotkania nie doszło. Przyczyn tych nie poznałem do dzisiaj.

Takie są fakty, które poprzedziły zgłoszenie wniosku o odwołanie kolegi. Jakuba Jacyny z funkcji Przewodniczącego Komisji Etyki NRA.

W tym kontekście zasadne jest pytanie, gdzie w tym wszystkim ulokować uzasadnienie zarzutu karania adwokata za głoszenie poglądów. Moim zdaniem można mówić wyłącznie o skutku niedochowania pewnych standardów obowiązujących przy publicznym zabieraniu głosu.

To tyle co do faktów, w których nie znajduję niczego sensacyjnego. Co więcej, jako członek samorządu, uważam za oczywiste, że żadna funkcja nie jest dana raz na zawsze. Pozwolę sobie przy tym przypomnieć, że w obecnej kadencji (2010 – 2013) Prezydium NRA kilkakrotnie podejmowało decyzję o zmianach na stanowiskach przewodniczących różnych Komisji NRA i nigdy nie powodowało to tak gwałtownych reakcji. Co więcej, nigdy nie zarzucano Prezydium NRA, że próbuje karać adwokatów za głoszone przez nich poglądy.

Pora jednak odnieść się także do meritum wypowiedzi kolegi Jakuba Jacyny. Osobiście uważam pomysł „ egzaminowania” za chybiony, żeby nie powiedzieć: niestosowny.

Po lekturze wypowiedzi Jakuba Jacyny nasunęło mi się kilka pytań, które poniżej przytoczę:



  1. Jak pomysłodawcy wyobrażają sobie egzaminowanie adwokatów, którzy są jednocześnie wybitnymi naukowcami w swoich specjalnościach, a także adwokatów którzy w wyniku wieloletniej praktyki stali się wybitnymi specjalistami w wąsko pojętych dziedzinach prawa?


  2. Kto i w jakim trybie miałby powoływać egzaminatorów, a także ustalać zakres egzaminu i jego tematykę?


  3. Czy egzaminowanemu adwokatowi służyłaby jakakolwiek możliwość zakwestionowania wyniku egzaminu, do kogo i w jakim trybie?




Odpowiedź na te pytania uważam za fundamentalną podstawę dla ewentualnego prowadzenia dalszej dyskusji na ten temat, której wyniku nie przesądzam.

Jednocześnie, bazując na dotychczasowych doświadczeniach Adwokatury, obawiam się, że forsowanie tego pomysłu przyniosłoby więcej szkody, niż pożytku. Mam bowiem w pamięci nie tak dawne czasy, kiedy egzamin adwokacki przeprowadzał samorząd i bez problemów sobie z tym radził. Jak wiadomo, mamy obecnie egzamin państwowy, który dla osiągnięcia pomyślnego wyniku wymaga domyślenia się „klucza” zawartego w otrzymanych przez zdającego materiałach, a nie zastosowania wiedzy zdobytej podczas studiów i aplikacji.

Idąc siłą rozpędu można zafundować adwokatom dodatkowy egzamin „państwowy” będący w swej istocie weryfikacją.

Nietrudno bowiem wyobrazić sobie utrącenie na „egzaminie” niepokornego adwokata, który stał się niewygodnym przeciwnikiem procesowym dla organu państwowego czy prokuratury. Przypomnę w tym miejscu przypadek dwóch kolegów adwokatów z Warszawy, których prokurator próbował wyeliminować z procesu uciekając się do zawieszenia ich w wykonywaniu czynności zawodowych.

To tylko podstawowe pytania, na które musimy znać kompletną odpowiedź. Zamiast tej odpowiedzi mamy odsądzenie od czci i wiary.

Wbrew obawom Autorów nie boję się wszystkiego co nowe. Uważam jednak, że w życiu, a zwłaszcza przy pełnieniu jakichkolwiek funkcji publicznych należy przestrzegać zasady „cokolwiek czynisz, czyń rozważnie i patrz końca”. W wypowiedzi mecenasa Jakuba Jacyny tego mi zabrakło.

Osobiście nie podzielam obaw autorów, że Komisja Etyki przypadnie komuś układnemu. Natomiast ja (niezależnie od tego, czy będę uczestniczył w podejmowaniu stosownej decyzji, czy nie) będę oczekiwał od takiej osoby między innymi wyobraźni i jednoznacznego oddzielania wypowiedzi prywatnych od prezentowania stanowiska gremium, które reprezentuje. Oczekiwać też będę, że zanim przedstawi publicznie stanowisko gremium, w pierwszej kolejności zapozna z nim Naczelną Radę Adwokacką. Oczywistym jest dla mnie, że musi to być osoba o niekwestionowanym autorytecie i wiedzy, a także z dużym doświadczeniem zawodowym.

Autorzy zarzucają między innymi mnie niegodne reprezentowanie adwokatury. Jest to ich osobiste zdanie, do którego mają niekwestionowane prawo. Uważają także za stosowne powiedzenie „państwu dziękujemy”. „My”, to znaczy kto? Autorzy, czy też większa zbiorowość, którą – jak rozumiem – reprezentują.

Nigdy nie uważałem, ani nie uważam, iżbym był chodzącą doskonałością. Na pewno nie jestem wolny od błędów i pomyłek – jak każdy. Niemniej jednak w opisanej wyżej sytuacji uważam zarzut niegodnego reprezentowania adwokatury za wysoce krzywdzący i niezasłużony.

Moje zdanie nie stoi na przeszkodzie dokonaniu przez Naczelną Radę Adwokacką oceny, czy powierzoną mi funkcję sprawowałem należycie, czy nie. Zapewniam, że oceny tej kwestionować nie będę. Co więcej, nie przewiduję, aby w mojej obronie ktokolwiek pisał listy protestacyjne, a już na pewno nikt nie zarzuci członkom Naczelnej Rady Adwokackiej niegodnego postępowania.

To tylko tyle i aż tyle.

Adwokat Krzysztof Komorowski

Członek Prezydium NRA

Czytaj: tekst adwokatów Krzysztofa Stępińskiego i Jacka Dubois

Tagi: NRA, komisja, etyka

Share on FacebookShare on TwitterShare on LinkedInSend Email