Nie żyje Jerzy Nowak

27.03.2013

Odtwórca głównej roli w spektaklu „Ja jestem Żyd z Wesela” zmarł 26 marca w Warszawie. Postać Hirsza Singera była życiową rolą Jerzego Nowaka. Ostatni raz odtworzył ją 9 lutego w Starym Teatrze w Krakowie. W Singera wcielał się w ciągu ostatnich dwudziestu lat 633 razy. W roku 2009 Oddział Telewizji Polskiej w Krakowie zekranizował sztukę. Naczelna Rada Adwokacka była producentem tego przedsięwzięcia.

Jerzy Nowak urodził się 20 czerwca 1923 roku. Był nie tylko utalentowanym aktorem, ale również znakomitym reżyserem i pedagogiem. Pracował z największymi twórcami teatru polskiego – Tadeuszem Kantorem, Konradem Swinarskim, Andrzejem Wajdą, Jerzym Grotowskim.

Po raz pierwszy na scenie stanął jeszcze jako uczeń Studia Teatralnego przy Starym Teatrze, w 1946 roku, w sztuce „Droga do świtu” Bohdana Pepłowskiego. Kontynuował naukę zawodu w nowo utworzonej Państwowej Szkole Dramatycznej w Krakowie. Po dyplomie został przyjęty do Teatru Młodego Widza w Krakowie (1948-1949), pierwszą znaczącą rolą był Znosek w „Starej baśni” w reżyserii Marii Billiżanki. Kolejne lata to praca w Teatrze Śląskim w Katowicach (1949-1954). W 1955 roku dyrektor Roman Zawistowski zaprosił go do zespołu Starego Teatru, z którego, po dwudziestu latach, przeszedł do Teatru im. J. Słowackiego (1974-1991). W roku 1991 powrócił do Starego Teatru jako aktor-senior.

Artystę ceniono przede wszystkim za jego umiejętność łączenia emocjonalnej siły z dystansem intelektualnym, nienagannego warsztatu ze spontanicznością eksperymentu. Jego aktorstwo niejednoznaczne, oparte na szlachetnych zasadach "starej szkoły" jednocześnie uderzało współczesną interpretacją, odwagą formalną.

Do historii przejdą jego role: Grabarza w „Hamlecie” (1957) w reżyserii Romana Zawistowskiego, Starego w „Krzesłach” Eugena Ionesco w reżyserii Jerzego Grotowskiego i Aleksandry Mianowskiej (1957), Pana Młodego w „Weselu” w reżyserii Andrzeja Wajdy (1963), Pankracego w „Nie-Boskiej komedii” w reżyserii Konrada Swinarskiego. Również współpraca z Jerzym Jarockim (m.in.: Arie-Lejb w „Zmierzchu”; Hiperrobociarz w „Szewcach”; Kupiec Block w „Procesie”) i Jerzym Kreczmarem (Rożek w „Zegarach” Łubieńskiego i Laurenty w „Na czworakach” Różewicza) okazała się mistrzostwem aktorstwa formalnego i kreacyjnego.

Doskonała znajomość kilku języków, a także studia nad dialektami i gwarami języka polskiego, pozwalały artyście przywoływać autentyzm postaci posługujących się dialektami, regionalizmami. Zwłaszcza role Żydów z ich bezpowrotnie odchodzącym w niepamięć językiem, który Nowak poznał w młodości, były niepowtarzalne, swym autentyzmem wywołując głębokie poruszenie w widzach. Powracając do Starego Teatru w 1991 roku zagrał Żyda w kolejnej wersji „Wesela” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Niezwykłą kontynuacją tej roli była postać Hirsza Singera w przedstawieniu „Ja jestem Żyd z Wesela" na podstawie opowiadania Romana Brandstaettera w reżyserii Tadeusza Malaka. Była to jedna z najbardziej wzruszających, nasyconych człowieczeństwem postaci stworzonych na scenie. Jerzy Nowak grając Żydów zmierzył się z głęboko zakorzenionym stereotypem w podejściu do interpretacji tych ról. Odrzucił schemat "ostrej charakterystyczności", "postaciowania" na rzecz prawdy psychologicznej.

Również w filmie współpracował z największymi: Krzysztofem Kieślowskim w „Amatorze” i „Trzy Kolory Biały”, Krzysztofem Zanussim w „Bracie naszego Boga”, Stevenem Spielbergem w „Liście Schindlera” czy Agnieszką Holland „Julia wraca do domu”. Zagrał w prawie stu filmach. Chociaż najczęściej obsadzany był w rolach drugoplanowych i epizodycznych, to zagrane przez niego postaci zapadały widzowi w pamięć. Wielką kreację stworzył grając Zuckera w „Ziemi obiecanej” Andrzeja Wajdy. Ostatni raz przed kamerą stanął w ubiegłym roku w filmie „Obława” Marcina Krzyształowicza.

W roku 2007 aktor wystąpił w paradokumentalnym filmie Marcina Koszałki „Istnienie”. Rzekomo dowiedziawszy się o swojej śmiertelnej chorobie aktor przygotowuje się na śmierć. Widz śledzi codzienność aktora w jego oczekiwaniu na śmierć – rozmowy z najbliższymi, podróże sentymentalne, wizyty w szpitalu czy wreszcie jest świadkiem jego decyzji o przekazaniu swoich zwłok na cele naukowe.

W filmie Koszałki Jerzy Nowak dowodzi idei non omnis moriar. I trudno oprzeć się wrażeniu, że pamięć o tym nietuzinkowym aktorze zostanie w sercach widzów i na kartach historii polskiego teatru i kina.

Share on FacebookShare on TwitterShare on LinkedInSend Email