Jestem za, a nawet przeciw likwidacji znaków opłaty sądowej

Wynalazek znaków opłaty sądowej nie jest stary jak świat. Prekursorem na tym polu był Penny Black, pierwszy znak opłaty pocztowej, wprowadzony do obiegu w 1840 roku, jako efekt reformy poczty brytyjskiej. Ten genialny w swojej prostocie sposób uiszczania drobnych opłat publicznych szybko zrobił światową karierę i to nie tylko w obrocie pocztowym.

W ślad za znakami pocztowymi pojawiły się znaki opłaty skarbowej, czy znaki opłaty sądowej. Nic dziwnego. Bo to wynalazek szalenie praktyczny i użyteczny. Ułatwia życie petentowi, ale także urzędnikowi, czy sędziemu. Umożliwia – poprzez naklejenie odpowiedniego nominału znaku opłaty na dokumencie – natychmiastowe uiszczenie stosownej opłaty. Umożliwia tym samym uiszczenie opłaty w dowolnym miejscu i o każdej porze. Naklejony znak opłaty jest widocznym dowodem uiszczenia samej opłaty, a więc każdy kto ma w ręku dokument opatrzony znakami, ma jednocześnie wiedzę, czy doszło do uiszczenia opłaty. Jeśli opłata została uiszczona (przez naklejenie znaków odpowiadających nominałem należnej opłacie) sprawę można rozpoznać. To ważna funkcja, bo w procedurze sądowej co do zasady nie podejmuje się żadnej czynności dopóki nie zostanie uiszczona należna opłata, a w praktyce dopóki w aktach sprawy nie ma dowodu uiszczenia opłaty. Nic więc dziwnego, że ten sposób uiszczania opłaty sądowej cieszy się dużą popularnością.

Dlatego ze zdumieniem i zgrozą przeczytałem, w opracowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości założeniach do projektu ustawy o zmianie ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych, iż znaki opłaty sądowej są kosztownym anachronizmem, a więc należy je zlikwidować. Każdy z nas prawników ma świadomość, iż wprowadzenie do obrotu znaków opłaty sądowej wiązać się musi z ponoszeniem przez emitenta kosztów ich produkcji i dystrybucji. Ale na pewno znaki nie stały się anachronizmem. Mają się dobrze, a śmiem twierdzić, że ich sprzedaż idzie w miliony sztuk rocznie. Więcej, stawiam tezę, że znaki opłaty sądowej przyczyniają się per saldo do obniżenia kosztów działalności sądów w najbardziej kosztotwórczym segmencie działalności: prowadzą do obniżenia kosztów pracy ludzkiej. By w aktach sprawy pojawiała się informacja, że petent uiścił opłatę przelewem, pracownicy sądowej księgowości muszą włożyć sporo pracy w zaksięgowanie przelewu i przypisanie go do sprawy, której często jeszcze w sądzie nie ma, gdy na koncie sądu są już środki. Skoro pozew wnoszony przez adwokata musi być już w chwili wniesienia opłacony to oczywiste, że przelew uiszczony zostanie wcześniej, zanim pozew trafi do sądu, a sprawie nadany zostanie numer. Ile roboczogodzin rocznie spędzają pracownicy sądów i sekretariatów na ustalaniu, do której sprawy uiszczono opłatę i ile to kosztuje budżet państwa, nie wie pewnie nawet sam Minister Sprawiedliwości. Ale niewiedza nie znaczy, iż nie ma z tego tytułu kosztów. Jeszcze drożej jest, gdy tę samą opłatę płacimy w kasie sądowej. Wydłuża się bowiem łańcuch kosztów osobowych o koszty pracy kasjera związane z przyjęciem opłaty i jej przekazaniem: pieniędzy do banku zaś dokumentów do księgowości a z księgowości do akt sprawy. Transport wpłaconej w kasie gotówki kosztuje Skarb Państwa pewnie tyle samo, co transport znaków opłaty sądowej przeznaczonej na ten cel. Zważywszy na powyższe oczywiste fakty, absolutnie nie przekonuje do likwidacji znaków, uzasadnienie założeń do projektu ustawy, wskazujące na koszty pracy ludzkiej związane ze sprawdzeniem czy doszło do uiszczenia opłaty. W przypadku znaków opłaty mamy bowiem tylko jeden stopień pracy ludzkiej „u źródła”, polegający na prostym i błyskawicznym przystawieniu na znakach stempla  potwierdzającego jakiej wysokości opłatę skasowano (czyli skasowaniu znaku).

Z punktu widzenia polityki fiskalnej Państwa znaki opłaty sądowej mają jeszcze jeden pozytywny wymiar, przeoczony przez projektodawców. Powodują powstanie przychodu z tytułu opłaty sądowej, zanim jeszcze powstanie obowiązek jej uiszczenia. Każdy przezorny prawnik posiada sowity zapas znaków opłaty sądowej, z którego korzysta w miarę potrzeby. Te wykupione, ale nie zużyte znaki to nic innego jak nasze pieniądze wpłacone do Skarbu Państwa. Im dłużej nie wykorzystamy znaczka, tym dłuższy darmowy kredyt fundujemy emitentowi znaków. Nie wiem jaka jest wartość korzyści uzyskiwanej z tego tytułu, ale widząc jak szybko bije licznik długu publicznego poważnie zastanowiłbym się, czy korzyści płynące z faktu uzyskania środków finansowych zanim powstanie potrzeba uiszczenia należności sądowych, nie równoważy lub nie zmniejsza demonizowanej kosztowności dystrybucji znaków.

O korzyściach ze stosowania znaków opłaty sądowej dla profesjonalistów oraz dla samych uczestników postępowań nie piszę. Instrument znaków jest tak oczywiście praktyczny i ułatwiający nam pracę, że nie muszę nikogo o tym przekonywać. Pewnie dlatego, że oczywistość ujemnych skutków społecznych likwidacji znaków opłaty sądowej jest tak rażąca, pomysł likwidacji znaków oburza nie tylko mnie, ale większość moich kolegów, nawet tych, którzy nie wykonują zawodu adwokata.

Jest jednak druga strona medalu, której nie można przemilczeć. Postęp cywilizacyjny zbliża nas do rozwiązań technicznych, które z powodzeniem mogą zastąpić, drogie w produkcji i dystrybucji, znaki opłaty sądowej. Projekt założeń ustawy wspomina o rozpoczęciu prac związanych z wdrożeniem elektronicznej platformy płatności. Jak rozumiem alternatywy dla znaków opłaty sądowej. Instrumentu, który będzie dostępny on-line dla stron, pełnomocników, ale także sędziów i pracowników sądów, pozwalając nie tylko na uiszczenie opłaty, ale także na ustalenie czy należna opłata została uiszczona. Zasługuje na podkreślenie, że projektodawca nie przewiduje jedynie prostej likwidacji jednego ze sposobów płatności opłaty sądowej, jak to miało miejsce w przypadku opłaty skarbowej. Pewnie na skutek naszych gremialnych protestów jak i pisemnego stanowiska Naczelnej Rady Adwokackiej, zrewidowano założenia, planując zastąpienie jednego sposobu innym, według deklaracji równie prostym i użytecznym. Nie znając szczegółów rozwiązań technicznych nie sposób jednoznacznie ocenić czy system spełni społeczne oczekiwania czy też nie. Trzeba więc poczekać na konkrety.

Będąc gorącym przeciwnikiem prostej likwidacji znaków opłaty sądowej, jestem jednocześnie gorącym przeciwnikiem utopienia projektu ustawy przewidującej likwidację znaków na etapie założeń tworzonych przez Ministerstwo Sprawiedliwości i Rządowe Centrum Legislacji. I nie ma w tym sprzeczności. Nie jest to postawa, którą adwokat Andrzej Michałowski określił swego czasu mianem sztuki chodzenia po schodach w taki sposób, by nie było wiadomo czy się wchodzi czy schodzi. Utopienie założeń i całego projektu zmiany ustawy oznaczałoby w konsekwencji likwidację szansy na wdrożenie elektronicznych rozwiązań zamiennych, godnych XXI wieku. Mamy legitymacje wyposażone w mikroprocesory. Dlaczego nie mogą się one stać elektroniczną skarbonką opłat sądowych, które moglibyśmy uiszczać kiedy mamy taką potrzebę, nie tylko w sekretariatach lub biurach obsługi interesantów, ale także przez internet, nie wychodząc z kancelarii? Technicznie da się to już zrobić. Dlaczego nie moglibyśmy płacić opłat sądowych kartą kredytową, kartą zbliżeniową, a nawet telefonem komórkowym (przez jego przyłożenie do czytnika)? Skoro portale sprzedażowe typu Allegro zapewniają rozwiązania techniczne pozwalające na realizację płatności w każdym czasie i miejscu, a potwierdzenie transakcji uzyskujemy kilka sekund po wykonaniu operacji, to tym bardziej może takie rozwiązanie zapewnić nam Ministerstwo Sprawiedliwości. Tym bardziej, że takie rozwiązania wpisywałyby by się w koncepcję informatyzacji wymiaru sprawiedliwości, chociażby w zakresie wprowadzania tzw. elektronicznego biura podawczego, sądowych portali informacyjnych, elektronicznej księgi wieczystej, czy e-KRSu.

Mało kto uświadamia sobie, że już pewnie niedługo nie będziemy wychodzić z biura, by zapoznać się z treścią protokołu (czy to papierowego czy elektronicznego), orzeczenia sądowego lub treścią pism procesowych znajdujących się w aktach sprawy. Logując się do naszego konta na portalu informacyjnym sądu będziemy niebawem mogli, bez kolejki a i pewnie bez żadnych opłat, poznać (także wydrukować) pełną zawartość interesującego nas materiału procesowego, we wszystkich prowadzonych przez nas sprawach. Już dziś mamy możliwość uzyskania dowolnej ilości elektronicznych odpisów z KRS, których wydruk ma moc prawną równą oryginałowi. Dzięki temu za każdym razem gdy tylko drukujemy kolejny egzemplarz elektronicznego odpisu (a jak widać z danych MS drukujemy sporo), oszczędzamy co najmniej 30 złotych, najczęściej znaków opłaty sądowej.

W sprawie likwidacji znaków opłaty sądowej rację więc mają zarówno ci, którzy są za ich likwidacją jak i ci, którzy są temu przeciwni. Pod warunkiem wszakże, że dobrze się rozumie co oznacza zgoda lub sprzeciw. Dla mnie ważne jest, by kontynuowano dalsze prace legislacyjne w duchu idei przyjaznego państwa, dążącego z jednej strony do minimalizacji kosztów działalności, ale nie za wszelką cenę, lecz z uwzględnieniem słusznego postulatu poprawy i ułatwienia warunków pracy każdej grupy społecznej.

adw. Rafał Dębowski,

członek NRA


Czytaj także:

Projekt założeń projektu ustawy o zmianie ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych oraz ustawy Kodeks postępowania cywilnego

Opinia NRA o znakach sądowych zignorowana?

Tagi: NRA, ministerstwo