Rozmowa z Prawnikiem Pro Bono

– Pomaganie uzależnia. Jest częścią naszej substancji ludzkiej. Każdy człowiek chce się realizować, ale żeby osiągnąć pełen sukces, musi działać w różnych obszarachrodzinnym, zawodowym, ale też społecznym. uważa adw. Małgorzata Zielińska, laureatka tegorocznej statuetki Prawnik Pro Bono, przyznawanej corocznie przez gazetę „Rzeczpospolita”.

W świecie, gdzie rządzi pieniądz Pani znajduje czas na to by charytatywnie pomagać. Co takiego skłoniło Panią do dzielenia się swoją wiedzą tak po prostu, od serca?

To co robię wydaje się dla mnie na tyle oczywiste, że trudno znaleźć mi słowa na wyjaśnienie przyczyny tej działalności. Po prostu robię co do mnie należy. Dopiero w sytuacjach, gdy ktoś zaczyna nas doceniać, musimy szukać uzasadnienia motywacji, które nami powodowały – mówię „nami” bo nie jestem jedynym adwokatem, który udziela pomocy prawnej bezpłatnie.

Ale to Pani aktywność została wyróżniona w konkursie Prawnik Pro Bono. Czas zatem poszukać uzasadnienia dla pobudek, dzięki którym angażuje się Pani w działalność dobroczynną.

Pobudki te są bez wątpienia wypadkową wielu różnych składników: wychowania, etosu zawodowego, przepisów prawa. To się nabywa z otoczenia, w którym jesteśmy, z przestrzeni, w której pracujemy. Zasadą działania adwokatury jest przede wszystkim udzielanie pomocy prawnej, a nie świadczenie usług prawniczych. Różnica pomiędzy tymi dwoma sformułowaniami zawiera się już chociażby w art. 1 ust. 1 ustawy Prawo o adwokaturze – „Adwokatura powołana jest do udzielania pomocy prawnej, współdziałania w ochronie praw i wolności obywatelskich oraz w kształtowaniu i stosowaniu prawa”. Myślę, że na takie postawy składa się bardzo wiele motywacji, które są połączeniem cech ogólnoludzkich, wynikających ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości, która jest oczywiście obudowana i wzmacniana innymi wartościami wynikającymi z edukacji szkolnej, z tradycji.

Jednak nadal często nie dostrzegamy drugiego człowieka.

Jesteśmy tylko ludźmi, natomiast myślę, że w sytuacjach kiedy jesteśmy o tę pomoc proszeni, nie ma możliwości, ażeby zachować postawę bierną. Przyszło mi wykonywać zawód, w którym potrzeba niesienia pomocy pojawia się w sposób naturalny – to nie my szukamy osób potrzebujących, to oni się u nas pojawiają – mogą to być osoby fizyczne lub też organizacje, które oczekują wsparcia merytorycznego. Nie można wtedy powiedzieć „nie”.

To wielka umiejętnością łączyć obowiązki zawodowe i rodzinne z taką działalnością.

Rzeczywiście. Nie wyobrażam sobie zaniedbywania spraw zawodowych na rzecz społecznych i odwrotnie. Jak zawsze najbardziej wskazana jest równowaga.

Widać było w Pani ogromną radość przy odbiorze nagrody.

Bardzo się uciszyłam, ale naprawdę nie widzę nic nadzwyczajnego w swojej działalności. Proszę tego nie traktować jako fałszywą skromność. Naprawdę doceniam tę nagrodę, ale dla mnie jest to po prostu jedna z płaszczyzn mojego funkcjonowania. Przyznam szczerze, że nawet nie zauważyłam, że tak długo pomagam, że tak wiele spraw zostało skonsultowanych. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam.

Powiedziała Pani, że niesienie pomocy należy do obowiązku prawnika. Rzeczywiście, Polacy, nie tylko prawnicy, pomagają, ale zwykle tylko przez chwilę. Jesteśmy akcyjni. Pani natomiast już od 11 lat współpracuje z Fundacją Academia Iuris, która prowadzi punkty pomocy prawnej. Jaka jest recepta na długofalowe pomaganie?

To wynika z naturalnych potrzeb. Specjalnej recepty nie widzę bo recepta jest czymś nadzwyczajnym, związanym ze szczególnym zdarzeniem, tymczasem moją indywidualną zasadą jest zwykła codzienna praca bez traktowania jej w kategoriach nadzwyczajności. Nigdy nie odczuwałam tego, że w sposób nadmierny angażuję się w działalność społeczną, że zabiera mi to w znacznym stopniu czas prywatny, powoduje np. problemy w życiu codziennym. To była zawsze zbilansowana aktywność. Każdy ma własne życie, w którego różnych okresach skupia się na czymś bardziej lub mniej. W ciągu tych 11 lat na pewno nie zawsze z takim samym natężeniem pomagałam. Wiem jednak, że nigdy nie przestawałam i nie przestanę tego robić. Jest dla mnie oczywiste, że jeśli istnieje potrzeba pomocy to się ją po prostu realizuje.

A jak Pani ogólnie ocenia poziom angażowania się w pomoc pro bono wśród Polaków?

Polacy angażują się w pomoc tam gdzie jest jakiś alert, tragedia. Brak ciągłości nie wynika jednak z braku potrzeby niesienia pomocy, ale niezauważania źródeł, do których ta pomoc powinna trafić. Nam jest łatwiej bo to do nas przychodzą ludzie potrzebujący pomocy – my nie szukamy takich osób, nie musimy się specjalnie starać, żeby dojrzeć takie potrzeby. Myślę więc, że prawnikom jest łatwiej świadczyć pomoc pro bono. Jestem jednak przekonana, że wielu przedstawicieli innych profesji też takie potrzeby dostrzega.

Ale duży problem mamy z systematycznością?

Z systematycznością i z brakiem poczucia odpowiedzialności za to, że jeśli pomagam bezpłatnie, jestem wolontariuszem, nie jest to kwestia indywidualnej zachcianki, realizacji jednorazowej potrzeby, żeby się lepiej poczuć z racji zrobienia dobrego uczynku. Praca pro bono to też praca i w takich kategoriach odpowiedzialności powinna być traktowana. W obu przypadkach obowiązują te same standardy. To czego się podejmujemy staje się naszym obowiązkiem. Problemem w wielu przypadkach jest również jednorazowość świadczenia pomocy. Przykładowo wolontariusz deklaruje się, że będzie pomagać w hospicjum i za chwilę znika. Wiele organizacji boryka się z tym problemem, że przewija się bardzo dużo ludzi, natomiast im zależy właśnie na stałej współpracy.

Ale pomaganie może też uzależniać, oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu.

Na pewno. Pomaganie jest częścią naszej substancji ludzkiej. Każdy człowiek chce się realizować, ale żeby osiągnąć pełen sukces, musi działać w różnych obszarach – rodzinnym, zawodowym, ale też społecznym. Funkcjonujemy w pewnej wspólnocie. Nie wyobrażam sobie zatem, żeby nie zauważać potrzeb, które są wokół mnie, a które wykraczają poza dobro moje lub mojej rodziny.

Pani z tej bezinteresownej pomocy czerpie ogromną radość.

Świadczenie pomocy nie jest jednostronne. Nie jest tak, że osoby, które zajmują się świadczeniem pomocy pro bono, są wyłącznie dawcami. My też bardzo dużo otrzymujemy, nie tylko w zakresie własnej satysfakcji, bo np. czujemy, że wtedy jesteśmy niezwykli, lepsi. Takie czynniki przy tak długotrwałym działaniu nie odgrywają żadnej roli. Nie znam osoby, która wyłącznie w celu budowania swojego dobrego samopoczucia, jest w stanie zajmować się czymś przez wiele lat. Zatem czerpanie radości, jak również czerpanie przez nas określonych korzyści, wiąże się z różnymi indywidualnymi kwestiami.

Z czego wynika ta radość?

Z dzielenia się wiedzą z młodymi ludzi. Praca w Fundacji Academia Iuris polega na spotykaniu się ze studentami. Za ich pośrednictwem świadczymy pomoc prawną, co wiąże się zarówno z ich rozwojem merytorycznym, jaki i z budowaniem właściwych postaw zawodowych, etycznych, zrozumienia roli prawnika, pełnomocnika, obrońcy. Najpiękniejsza jest obserwacja jak ci ludzie się zmieniają.

Na czym polegają te zmiany?

Ludzie zaczynając studia prawnicze mają wyobrażenie, że zawód prawnika jest związany z wysokimi zarobkami. Wskazuje na to wiele badań przeprowadzonych wśród studentów. Nie ma w tym nic złego, że chcą zarabiać pieniądze i traktują swój zawód jako źródło utrzymania. Jednak w tych młodych ludziach, którzy przychodzą do Fundacji, zaczynają odzywać się również inne pobudki. Nagle przestają traktować zawód prawnika wyłącznie jako zawód służący pomnażaniu pieniędzy, budowaniu ogromnych korporacji. Fundacja daje im możliwość spotkania się z tym pierwotnym, klasycznym rozumieniem zawodu prawnika, w tym adwokata – niesienie pomocy ludziom. Pomagamy studentom zrozumieć znaczenie deontologii i etyki zawodowej. Na początku są przekonani, że prawnik ma być sprytny, przebiegły i znaleźć jakąś sztuczkę, nie zawsze zgodną z zasadami. Przy tym ich intencje są oczywiście bardzo pozytywne, ale już planowane przez nich rozwiązania – błędne. Wielu z nich nie czuje związku pomiędzy doradztwem a etyką.

I Pani poprzez współpracę z nimi potrafi kształtować ich postawy zawodowe.

Ale to nie tylko moja umiejętność. W Fundacji pracuje blisko 40 prawników i adwokatów, którzy profesjonalnie konsultują te seminaria. To jest praca zbiorowa.

Ta działalność jest zapewne korzystna dla obu stron?

Nie ukrywam, że praca ze studentami jest dla mnie wartością dodaną również w sensie merytorycznym. To są młodzi, zaangażowani ludzie, którzy przychodzą z własnymi rozwiązaniami prawnymi. Niekiedy się mylą, niekiedy się gubią – mają do tego prawo bo nie są profesjonalistami. Są natomiast bardzo twórczy w swoich poszukiwaniach, co staje się dla mnie pewnym stymulatorem. Nie ukrywam, że rozwija mnie to zawodowo. Nie jest tak, że działając społecznie tylko oddaję siebie i nic z tego nie wynoszę. Owszem, nie wynoszę żadnego prestiżu; nie jest to miejsce do pozyskiwania klienteli, ale nie takie też są moje cele.

Czyli klient, którego sprawa trafia do Fundacji, nie może przyjść np. przy kolejnym zdarzeniu do kancelarii prawnika, który wcześniej z sukcesem jego sytuację rozwiązał?

Nie ma takiej możliwości. Prawnicy w Fundacji są anonimowi, co oznacza, że klient nie zna nazwiska prawnika konsultującego jego sprawę, nie ma z nim możliwości pozyskania kontaktu – jest to ważne dla przejrzystości sytuacji, dla komfortu działania.

A jak ocenia Pani wrażliwość prawną i wiedzę na temat prawa wśród Polaków? Trywialne jest stwierdzenie, że nieznajomość prawa szkodzi. Jednak znaczna część społeczeństwa jest bezradna wobec przepisów prawa – nie potrafią ich zinterpretować; nie wiedzą co im wolno, a czego nie; nie wiedzą jak zachować się z sądzie.

Zauważam rzeczywiście ogromny brak wiedzy – dotyczący swoich uprawnień, ale też swoich obowiązków prawnych. Pozornie wydawać by się mogło, że ta wiedza jest większa, gdyż wiele osób ma dostęp do Internetu, różnego rodzaju forów, na których można pozyskać informacje. Niestety są to często informacje błędne. Jest to też nieumiejętność rozpoznania swojej sytuacji faktycznej, a tym samym przypisania określonych skutków prawnych, zinterpretowania, nazywania, zdefiniowania sytuacji faktycznej. Wiele ludzi przychodzi do Fundacji, co mnie nie dziwi bo społeczeństwo jest ubogie. Jednak niewielu wie, że usługi prawne można pozyskać w bardzo różnych cenach. Ogromnym problemem jest to, że ludzie żyją z przeświadczeniem, że usługi prawnicze są szalenie drogie. Moim zdaniem, ten stereotyp sztucznie wykreowały między innymi media.

I w rezultacie w ogóle nie udają się do prawnika.

Dokładnie. To nie jest tak, że idą do prawnika i rezygnują z usług bo ich na to nie stać. Oni w ogóle nie korzystają nawet z możliwości sprawdzenia, co niejednokrotnie powoduje, że samodzielnie zajmują się swoimi sprawami albo nie zajmują się nimi wcale. Łudzą się, że ich sprawa sama się rozwiąże. Myślą: skoro mam rację to prędzej czy później ujrzy ona światło dzienne, nikt nie ma prawa mnie skrzywdzić. Wtedy często spotykają się z rozczarowaniem. Wynika to z braku stałego kontaktu z prawnikami.

Błędy popełniamy nawet w najprostszych, codziennych sytuacjach.

Oczywiście. Na przykład, podpisując standardową umowę najmu, warto byłoby zapytać, skonsultować co oznaczają pewne zapisy, zdarzenia, które są tam opisane. W Polsce nie ma takiej praktyki.

Czyli zwykle klient przychodzi do prawnika już z zaawansowanym problemem?

Tak. Mówimy wtedy o sytuacji beznadziejnej – taki przysłowiowy krok od przepaści. Niesie to też ze sobą ogromne konsekwencje w postrzeganiu zawodu adwokata, czy ogólnie prawnika. Klienci zaczynają wtedy żyć w przeświadczeniu, że pomoc prawna jest nieefektywna – skorzystałem, ale to już niewiele zmieniło. Rzeczywiście w takich sytuacjach już niejednokrotnie nic nie można zdziałać bo zwyczajnie jest za późno, sytuacja zaszła już za daleko. Nie ma wtedy pokazu fajerwerków, a jest jedynie minimalizowanie negatywnych skutków.

Jak w chorobie – jeżeli zignorujemy objawy, zachorujemy.

Świetne porównanie. Myślę jednak, że w kwestiach prawnych, problemem wielu osób jest też zaniedbywanie swoich obowiązków. Świadomość prawną ludzie utożsamiają wyłącznie ze swoimi uprawnieniami, ale już nie utożsamiają jej ze swoimi podstawowymi obowiązkami prawnymi, jak np. konieczność odebrania korespondencji, zareagowania we właściwym terminie. Z zawodowego punktu widzenia, są to kwestie błahe, oczywiste. Wielu obywateli jednak nie ma świadomości procedur, a zaniedbując codzienne obowiązki prawne, popadają w bardzo trudne sytuacje. Klienci nie pojmują później rozdźwięku pomiędzy ich poczuciem sprawiedliwości i słuszności a rzeczywistą sytuacją – nie przyjmują do wiadomości, że to oni zaniedbali pewne kwestie.

Wtedy winą obarczają adwokata?

Poniekąd tak. Wielu skutków nawet najlepszy adwokat nie odwróci. Brak świadomości obowiązków prawnych idzie też w parze z postawą roszczeniową, jednostronnym postrzeganiem swoich praw. Taka postawa również nie ułatwia prowadzenia spraw. Nie można dostrzegać w sprawie tylko i wyłącznie siebie. Przeciętny Kowalski nie ma możliwości przefiltrowania swojej sytuacji prawnej przez jakiekolwiek przepisy, bo nie posiada takiej wiedzy. To rodzi wiele problemów. Wystarczyłoby wtedy udać się lub przynajmniej zadzwonić do adwokata. Gdy klient zawczasu zwraca się do prawnika np. z pytaniem czy powinien podpisać dany dokument, jakie to może mieć skutki – wtedy albo nie podpisuje albo podpisuje mając świadomość zarówno tego, w jaki sposób zachować się po wykonaniu tej czynności, jak i świadomość skutków jakie mogą nastąpić. Wtedy usługa prawna staje się zdecydowanie tańsza i efektywniejsza. Niekorzystnie z usług prawników jest oczywiście kwestią kultury prawnej, która u nas dopiero się tworzy.

Rzeczywiście w anglojęzycznych filmach bohater zawsze ma numer do adwokata w swojej komórce.

Tak jest nie tylko w krajach anglojęzycznych i nie tylko w filmach. Jeszcze jako studentka pojechałam do Francji, gdzie dorabialiśmy sobie przy zbieraniu winogron. Współwłaściciel winnicy, w której pracowałam był analfabetą, czytano mu gazety. Co wzbudziło moje zainteresowanie, to jego znajomość szczegółów prawa spadkowego we Francji. Potrafił opowiadać o różnych rozwiązaniach z punktu widzenia prawa. Jego świadomość była ogromna, zważając na to, że był to człowiek, który nie potrafił czytać. Bierze się to nie tylko z powodu bardziej stabilnego prawa, ale również z potrzeby kontaktu z prawnikiem w sytuacjach codziennych, konsultowania z nim drobnych spraw. Obawiam się, że niejeden  Polak, wykształcony w innej dziedzinie niż prawo, nie potrafiłby podać takich szczegółów.

Czy widzi Pani jakieś możliwości zmiany tego stanu obecnego w Polsce?

Szalenie potrzebne jest wprowadzenie przedmiotu z podstaw prawa do edukacji wczesnoszkolnej. Pozwoliłoby to na usystematyzowanie wiedzy, a nie czerpanie jej ad hoc z mediów typu Internet, który jest w tej materii bardzo wyrywkowy. Ponadto pomogłoby to w budowaniu świadomości prawnej. Nie łudziłabym się, że taka edukacja spowodowałaby późniejsze korzystanie z wiedzy zdobytej w szkole podstawowej czy gimnazjum w życiu codziennym np. że stosowaliby zasady ogólne kodeksu cywilnego czy przepisy części szczegółowej dotyczące umów. Myślę jednak, że taka edukacja nauczyłaby ich prawidłowego spojrzenia na sytuację, jako skomplikowaną materię; pozwoliłaby na właściwe poszukiwanie informacji prawnej, która z kolei umożliwiłaby odróżnienie tego co błahe, co można sprawdzić samodzielnie od tego co wymaga współpracy z profesjonalistą.

Czy taka edukacja wczesnoszkolna pomogłaby też w budowaniu zaufania do prawników?

To jest inna kwestia. Tego zaufania rzeczywiście brakuje bo ludzie są przeświadczeni, że prawnicy kierują się wyłącznie względami ekonomicznymi. Co więcej, boją się negocjować, gdyż stawiają się z góry na przegranej pozycji. Zakładają, że prawnik nie zgodzi się na żadne inne rozwiązania finansowe, które umożliwiałyby na skorzystanie z tej pomocy.

Idealną sytuacją byłoby, gdyby każdy obywatel miał swojego „adwokata pierwszego kontaktu”, lekarza do spraw prawnych.

Absolutnie tak. Mam wielu klientów, z którymi pracuję od wielu lat i ze współpracy z nimi najbardziej się cieszę. Przychodzą do mnie z każdym problemem – niezależnie od pierwotnej sprawy, przy okazji której mnie poznali. Zdarza się, że pierwszy kontakt dotyczy np. założenia prywatnego biznesu; potem dzwonią już w sytuacjach zupełnie prozaicznych np. w chwili otrzymania mandatu drogowego. To wynika z długotrwałej współpracy z tymi klientami. Oni przez wiele lat nabyli już świadomość prawną – nauczyli się, że prawo przenika wszystkie dziedziny ich życia i nie ignorują niczego. Obalanie stereotypów poprzez pracę z ludźmi jest piękne w naszym zawodzie. Dlatego tak ważne są porady pro bono – pozwalają one na to, by pomoc prawna miała szansę dotrzeć do każdego obywatela, niezależnie od jego sytuacji finansowej. Fundacja Academia Iuris stała się platformą do tego, ażebym osobiście mogła pomagać innym – traktuję to w kategorii ogromnego szczęścia.

Ponadto uczestniczyła Pani w tworzeniu Fundacji „Nie biorę, chcę normalnie zarabiać”. Czy kampanie prowadzone między innymi przez tę Fundację odnoszą zamierzone skutki?

Na skutek działań m.in. tej Fundacji zmieniły się uwarunkowania i przestrzeń wokół lekarzy. Młodzi lekarze nie uciekają już z kraju, są w inny sposób wynagradzani, co kilka lat temu było punktem zapalnym. Zarobki były tak skromne, że głównie młodzi lekarze wyjeżdżali do pracy za granicę, a pewne zachowania lekarzy, dotyczące przyjmowania przysłowiowej „wdzięczności od pacjentów”, zaczęły budzić kontrowersje. Na szczęście jest już znacznie lepiej.

Ta kampania miała zmienić także nastawienie pacjentów do lekarzy. W zasadzie niewielu jest takich, którzy nie odwdzięczaliby się lekarzowi mniejszym bądź większym prezentem?

Myślę, że jest to też potrzeba serca, dlatego osobiście, nie wszystkie dowody wdzięczności traktuję w kategoriach korupcjogennych. Szczególna sytuacja życiowa związana z ratowaniem życia niejednokrotnie wzbudza w człowieku chęć odwdzięczenia się za pomoc, co nie znaczy, że każdą formę wdzięczności należy promować. Powodują one podejrzenia, wątpliwości. Skutkują brakiem przejrzystości. Cieszył mnie fakt, że lekarze, gównie ci młodszego pokolenia, odważyli się nosić plakietki z napisem „Nie biorę, chcę normalnie zarabiać”. Dzięki temu, już w pierwszym kontakcie z pacjentem jasno komunikowali, że oprócz słów podziękowania nie przyjmują absolutnie żadnych dowodów wdzięczności. To było dla pacjentów zaskakujące.

Nawiązując do Fundacji Academia Iuris, skoro prawnik jest tam anonimowy, to klient również nie ma możliwości, żeby podziękować.

Dokładnie tak. Zauważalne jest jednak, że ludzie nadal nie są przyzwyczajeni do tego, że ktoś chce im pomóc wyłącznie z potrzeby serca i rozumu – bo nie można powiedzieć, że są to działania tylko o charakterze emocjonalnym. Niestety, budzi to również pewnego rodzaju nieufność. Ludzie myślą: skoro ta usługa jest bezpłatna, to dlaczego ktoś jej udziela? Podobnie było z lekarzami. Ta akcja wiele zmieniła w postrzeganiu środowiska lekarzy.

Współpracuje Pani również ze Stowarzyszeniem Integracyjny Klub Sportowy AWF. Na czym polega działalność tej organizacji?

Celem Stowarzyszenia jest integracja przez sport. Organizacja skupia zarówno sportowców niepełnosprawnych jak i tych sprawnych. Działania Stowarzyszenia są ukierunkowane na integrację obydwu tych środowisk, z włączaniem osób niepełnosprawnych do normalnej aktywności życiowej, do tego by nie byli marginalizowani, żeby wspólnie robili ciekawe projekty, rozwijali się.

Nawiążmy do tych projektów.

Sztandarowym projektem jest coroczna organizacja Pucharu Świata w Szermierce na Wózkach – Szabla Kilińskiego. Jest to turniej, na światowym poziomie. Założeniem realizatorów Pucharu Świata miało być zbliżenie się do standardu rangi zawodów dla sportowców pełnosprawnych. Nie ukrywam, że w Polsce jest to cel trudny do osiągnięcia. Osoby niepełonsprawne nadal skazane są na gorsze traktowanie, co jest ogromnym problemem. Zauważalna jest różnica w traktowaniu sportowców niepełnosprawnych i pełnosprawnych, chociażby brak promocji sportu osób niepełnosprawnych w mediach. Tymczasem, jeśli te dwa rodzaje sportu się czymkolwiek różnią to tym, że w przypadku sportowców niepełnosprawnych, zawody są dużo bardziej emocjonujące.

Jest też głęboka przepaść pomiędzy znaczeniem rywalizacji sportowej dla osób sparwnych i niepełnosprawnych.

Tak. W przypadku tych drugich, jest to również znaczenie związane z adaptacją, z aktywnością życiową, otwartością na zmiany, na pokonywanie barier, na zmaganiu się z własnymi słabościami.

Stąd wynika ta emocjonalność?

Nie tylko. Z obserwacji wiem, że jeśli już widz decyduje się obejrzeć takie zawody, szybko przekonuje się, że emocje, które towarzyszą zarówno sportowcom jak i kibicom są może nawet większe niż w tradycyjnym sporcie. Źródło tych emocji tkwi w wysiłku jaki niepełnosprawni ludzie wkładają w swoją pasję. Jest to wysiłek kilkakrotnie większy niż dla pełnosprawnego sportowca. Dowodem są pokazowe zawody osób niepełnosprawnych z pełnosprawnymi, organizowane przez Stowarzyszenie. Zdrowi sportowcy często wtedy przegrywają i potem już niechętnie uczestniczą w tego typu pokazach.

Czym jeszcze zajmuje się Stowarzyszenie?

Stowarzyszenie realizuje też projekty związane z edukacją w szkołach, z prelekcjami wygłaszanymi przez osoby niepełnosprawne zaangażowane w działalność sportową. Spotkania osób niepełnosprawnych z dziećmi mają niesamowity wpływ na kształtowanie wrażliwości młodych ludzi. Wystarczy odwiedzić facebookową stronę Stowarzyszenia i okazuje się, że dzieci mają swoich idoli sportowych spośród osób niepełnosprawnych. To jest naprawdę niezwykłe. Przełamujemy stereotypy związane z funkcjonowaniem osób niepełnosprawnych. Zawody z ich udziałem nie są organizowane wyłącznie dla nich – to ma zmienić również nastawienie osób pełnosprawnych.

Jakie są najbliższe plany Stowarzyszenia?

Stowarzyszenie planuje precedensową akcję związaną z integracją przez sport żołnierzy powracających z misji. Do grupy docelowej będą należały osoby, mające niejednokrotnie problemy z ponowną adaptacją, z ilością adrenaliny, która dotąd im towarzyszyła. W związku z tym nie odnajdują się ani zawodowo, ani w życiu rodzinnym, co niesie za sobą wiele zmian w ich psychice. Projekt ten będzie kolejnym przykładem adaptacji przez sport, ponowne włączenie tych ludzi do życia społecznego, oraz pozwolenie im na bycie ważnym. Wszystko po to, aby nadal zwyciężali, byli silni i sprawni.

Na czym polega Pani współpraca ze Stowarzyszeniem?

Na towarzyszeniu przy obsłudze prawnej bieżącej działalności Stowarzyszenia, konstruowaniu umów z uczestnikami, sponsorami, na prowadzeniu spraw sądowych z ramienia Stowarzyszenia. Sprawy te wiążą się głównie z pozyskiwaniem środków publicznych, z których Stowarzyszenie się utrzymuje. Niestety nie zawsze udaje się uzyskać fundusze w takiej wysokości w jakiej są potrzebne, co rodzi różnego rodzaju problemy, które muszą być rozstrzygane w sądzie. Całe szczęście, Stowarzyszenie jest w nich powodem. Do tej pory, sprawy załatwiane były z pozytywnym dla nas efektem. Zajmuję się też działaniami prawnymi związanymi z organizacją różnego rodzaju przedsięwzięć.

Mówi to Pani z ogromnym entuzjazmem.

Bo jest to szalenie miła działalność. Również dlatego, że zarząd tego Stowarzyszenia posiada świadomość prawną, dostrzega potrzebę uczestniczenia prawnika w różnych aspektach swojej działalności. Konsultują ze mną swoje plany, zamierzenia. Pozwala mi to na samodzielne identyfikowanie problemów.

Przy tej rozmowie, sama znajduję receptę na długofalową aktywność społeczną. Jest nią po prostu pasja.

Ma Pani rację. W swojej pracy, zarówno tej czysto zawodowej jak i społecznej, mam okazję spotykać różnych ludzi, z którymi nawzajem dzielimy się pasją i zaangażowaniem. Ten kontakt przywraca do rzeczywistości. Jest to doskonały moment aby nadać właściwą wielkość własnym problemom.

17 kwietnia odebrała Pani nagrodę Prawnik Pro Bono.

Tak. Statuetka jest w kancelarii – nie wyobrażam sobie, aby była w jakimkolwiek innym miejscu.

Bardzo dziękuję Pani Mecenas za rozmowę.

Rozmawiała Aleksandra Zalewska

biuro prasowe NRA

Tagi: NRA, prawnik, nagroda