Wspomnienie o mec. Władysławie Siła–Nowickim

28.02.2012

25 lutego 1994 r. zmarł mec. Władysław Siła-Nowicki, najwybitniejszy obrońca polityczny w czasach PRL-u, niezłomny bojownik o wolność i niepodległość Polski, żołnierz września 1939 r., Armii Krajowej, ruchu „Wolność i Niezawisłość”, polityk Stronnictwa Pracy w latach 40., współpracownik Komitetu Obrony Robotników, sędzia Trybunału Stanu w latach 1992-1993, współtwórca i pierwszy prezes Chrześcijańsko-Demokratycznego Stronnictwa Pracy po 1989 r.

Urodził się 13 czerwca 1913 r. w Warszawie. Pochodził z rodziny prawniczej. Ojciec był sędzią, człowiekiem wielkiej wiedzy i szlachetności. Przekazał synowi patriotyzm najwyższej próby, osadzony w prawdziwie chrześcijańskim stosunku do każdego człowieka niezależnie od jego narodowości, religii czy przekonań.

Władysław Siła-Nowicki ukończył gimnazjum im. J. Śniadeckiego w Kielcach, a następnie, w 1935 r. – studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Aplikację adwokacką rozpoczął w Warszawie w 1937 r. początkowo pod patronatem adw. Zygmunta Hofmokl-Ostrowskiego, a następnie adw. Antoniego Belliera. Pracował w Departamencie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (1936-1939).W 1938 r. ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy w Grudziądzu (w stopniu podporucznika kawalerii ze starszeństwem), staż podchorążacki w 22. pułku ułanów karpackich w Brodach. Latem 1939 r. został jako podporucznik kawalerii dowódcą plutonu w 6 pułku strzelców konnych im. hetmana wielkiego koronnego Stanisława Żółkiewskiego wchodzącym w skład Kresowej Brygady Kawalerii.

Do 1941 r. przebywał na Litwie. Po powrocie do Warszawy rozpoczął działalności konspiracyjną w ZWZ, a później w AK – w oddziałach KEDYW-u. W czasie powstania warszawskiego był dwukrotnie ranny; dowodził min. plutonem dywersji bojowej Warszawa-Śródmieście. Po upadku powstania, uniknął niewoli i ruszył w lubelskie, gdzie podjął walkę z nowym okupantem w ramach WiN-u. Objął stanowisko inspektora obwodów lubelskich, przejmując dowództwo nad silnym ruchem partyzanckim z oddziałem, a właściwie oddziałami „Zapory” na czele. Jednocześnie zostaje wybrany na stanowisko wiceprezesa Stronnictwa Pracy w okręgu lubelskim.

Z powodu narastającego zagrożenia inwigilacji oraz przesłuchiwań najbliższych kolegów, zamierzał opuścić Polskę jednak 16 września 1947 został aresztowany. W czasie „śledztwa” był torturowany. Podczas niejawnej rozprawy 3 listopada 1948 r. w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie, z Władysławem Siła-Nowickim i mjr. Hieronimem Dekutowskim, na ławie oskarżonych zasiedli ich żołnierze. Celem poniżenia ich, oskarżonych ubrano w mundury Wehrmachtu. Wszyscy zostali skazani na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie. Mec. Władysław Siła-Nowicki trafił do celi dla "kaesowców", gdzie przebywało wówczas ponad sto osób. Na przełomie stycznia i lutego 1949 r., więźniowie podjęli bezskuteczną próbę ucieczki – postanowili wywiercić dziurę w suficie i przez strych dostać się na dach jednopiętrowych zabudowań gospodarczych, a stamtąd zjechać na powiązanych prześcieradłach i zeskoczyć na chodnik przy ul. Rakowieckiej. Gdy do zrealizowania planu zostało kilkanaście dni, jeden z więźniów kryminalnych uznał, że akcja jest zbyt ryzykowna i wydał uciekinierów, licząc na złagodzenie wyroku. Władysław Siła-Nowicki i Hieronim Dekutowski trafili na kilka dni do karceru, gdzie siedzieli nago, skuci w kajdany. Wszystkich kolegów mecenasa rozstrzelano strzałem katyńskim 7 marca 1949 r. w warszawskim więzieniu mokotowskim. Major Zapora w ostatnich chwilach życia, wychodząc pewnym żołnierskim krokiem z celi na egzekucję rzucił do kolegów tylko trzy słowa: „to cześć panowie”. Władysław Siła-Nowicki był skazywany na karę śmierci czterokrotnie. W więzieniu spędził 9 lat. Dzięki pomocy siostry Feliksa Dzierżyńskiego-Aldony i interwencji sowieckiego ambasadora Lebiediewa, kara śmierci została zamieniona na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Jako jedyny ocalał spośród żołnierzy sądzonych razem z majorem Zaporą. Karę dożywotniego pozbawienia wolności odbywał w Warszawie, Rawiczu, Wronkach i Strzelcach Opolskich. Sprawa ocalenia Władysława Siła-Nowickiego była  przyczyną nieuzasadnionych i wysoce krzywdzących pomówień o zdradę. Dzisiaj, po ujawnieniu szeregu dokumentów sprawa wydania „Zapory” i jego najbliższych podkomendnych została wyjaśniona, nie mniej była ona przyczyną wieloletniej udręki zarówno dla Mecenasa jak i Jego najbliższych.

Władysław Siła-Nowicki odzyskał wolność w 1956 r. W 1957 r. został całkowicie zrehabilitowany. Na ówczesne czasy było to pewną rewelację. Sędzia, który uniewinnił Władysław Siła-Nowicki to Marian Domański. „Był prawdziwym sędzią” – tak pisał o nim Władysław Siła-Nowicki w swoich wspomnieniach.

Uchwałą z 4 czerwca 1958 r., Rada Adwokacka w Warszawie przywróciła Władysławowi Siła-Nowickiemu wpis na liście aplikantów, jednocześnie uznając aplikację adwokacką za odbytą oraz dopuszczając go do egzaminu adwokackiego, który zdał z ogólnym wynikiem „dobrym” i w 5 marca 1959 r. został wpisany na listę adwokatów z siedzibą w Warszawie. Od tego momentu do 1983 r. trwa niewątpliwie najważniejszy okres życia pana mecenasa. Był on w tym czasie niezmiernie aktywnym obrońcą w procesach politycznych. Bronił bezkompromisowo, odważnie,  z pełnym poświęceniem i osobistym zaangażowaniem. Był znakomitym mówcą, wytrawnym prawnikiem, błyskotliwym polemistą. Bronił zarówno wybitnych działaczy, którzy po 1989 r. zajęli najwyższe stanowiska państwowe, jak i robotników z Radomia i Ursusa, członków organizacji „Ruch” oraz wielu skromnych, bliżej nie znanych ludzi, poddawanych represjom politycznym w różnych częściach kraju. Jednocześnie pan mecenas korzystał z każdej nadarzającej się okazji, aby publicznie mówić o wolności, demokracji. Jego przemówienia imponowały odwagą, fascynowały ekspresją i pięknem języka. Zawsze były kierowane przeciwko totalitaryzmowi oraz zniewoleniu człowieka. Bronił w tym okresie prześladowanych księży, świadków Jehowy, intelektualistów m.in. Ninę Karsov i Janusza Szpotańskiego. Od 1961 r. działał w warszawskim Klubie Inteligencji Katolickiej. Był doradcą prawnym Episkopatu Polski oraz jednym z sygnatariuszy Listu 59.

Trochę dokuczali, ale na moje doświadczenie nie mogę określić mianem prześladowania. Zdarzyło się parę nocy spędzonych w areszcie, a kiedy jakiś starszy już  sierżant dziwował się „ że też się panu chce na stare lata włóczyć po kryminałach” odpowiedziałem „po czterech kaesach i 9 latach za czasów ojca narodów- co to jest 24 czy 48 godzin?. Z czym do gościa!”. Kilka rewizji, dwa lata zawieszenia w czynnościach adwokackich też się jakoś przeżyło. Podpalenie drzwi- głupstwo, anonimy i telefony- drobiazg, nieświeże jajka w sądzie radomskim- wprost bagatela; przecież jeść  ich nie trzeba było”, wspominał mec. Władysław Siła-Nowicki.

Nadmienić należy, że mecenasowi wytoczono sprawę o rzekome ukrywanie dowodów przestępstwa swoich klientów. Skład, który go sądził w  spotkał się z votum separatum jednego z sędziów, który opowiedział się za całkowitym uniewinnieniem. W rewizji, nieżyczliwy mecenasowi sędzia potwierdził brak cech przestępstwa w tej części wyroku.

W związku z obronami robotników z Ursusa i Radomia, partyjny aktyw adwokacki z Katowic określił adwokatów, w tym Andrzeja Grabińskiego, Witolda Lis-Olszewskiego, Jana Olszewskiego, Władysława Siła-Nowickiego, Stanisława Szczukę, „spróchniałą gałęzią, którą należałoby odciąć od zdrowego pnia socjalistycznej adwokatury”.

Władysław Siła-Nowicki był obrońcą w procesach politycznych m.in. KOR, KPN a także członków "Solidarności" w okresie stanu wojennego.  W 1980 r. zaangażował się wszystkimi siłami w „Solidarność” jako doradca władz związku i współautor statutu.

Rok 1983 kończy okres wielkiej działalności obrończej mecenasa.  W związku z ukończeniem siedemdziesiątego roku życia został skreślony z listy członków zespołu adwokackiego. ORA w Warszawie wystąpiła w tej sprawie z odpowiednim wnioskiem, jednakże ówczesny Minister Sprawiedliwości decyzją z 19 stycznia 1984 r. odmówił wydania zezwolenia. Negatywna decyzja Ministra Sprawiedliwości zakończyła trwający 24 lata okres wielkiej obrończej działalności adwokata Władysława Siła-Nowickiego. Traktował ją jak służbę publiczną. Przyniosła mu ona sławę, uznanie i społeczny szacunek. Pozbawienie możliwości wykonywania zawodu było dla mec Władysława Siła-Nowickiego poważny ciosem. Adwokatura była dla niego nie tylko formą pracy zawodowej, ale także polem do szerszego działania. Jest rzeczą zrozumiałą, że niezmiernie aktywny życiowo człowiek musiał szukać nowych możliwości gdyż determinowało to sens jego dalszej egzystencji. Dlatego też, Władysław Siła-Nowicki przyjął kontrowersyjną propozycję uczestnictwa w radzie konsultacyjnej powołanej przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Należy przyznać, że niezależnie od oceny tego kroku, ze zwykłą sobie odwagą, zabierał na posiedzeniach głos w sprawach najistotniejszych – jako pierwszy wystąpił oficjalnie o ogłoszenie prawdy o zbrodni katyńskiej.

Rok 1989 zmienił sytuację – Władysław Siła-Nowicki uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu, gdzie min. wnioskował o uczczenie minutą ciszy zamordowanych księży: Stefana Niedzielaka i Stanisława Suchowolca (wypowiedź ta została ocenzurowana w relacji TVP). Stanął na czele dwunastoosobowego komitetu reaktywizującego działalność Stronnictwa Pracy złożonego z członków władz tego stronnictwa, które, na znak protestu przeciwko nie dopuszczeniu do wolnego kongresu, zawiesiły działalność na terenie kraju w roku 1946.

Władysław Siła-Nowicki przegrał wybory do sejmu ze swoim konkutentem, Jackiem Kuroniem. Następnie podjął nieudaną próbę kandydowania na stanowisko prezydenta RP. Wznowił również praktykę adwokacką. W zmienionych warunkach trudno było mu odnaleźć się w zawodzie – minął bowiem czas wielkich politycznych procesów, czas walki z totalitarną władzą, podziały uległy zatarciu. Granica między prawdą a fałszem, dobrem i złem staje się mniej ostra.

Szczególnego podkreślenia wymaga, iż mecenas, jako były więzień stalinowski, po latach podjął się obrony byłego szefa bezpieczeństwa i wiceministra spraw wewnętrznych. – Powinniśmy wykazać, że jesteśmy inni niż oni – odpowiedział pytany o podjęcie takiej decyzji. Jednakże nie wszyscy akceptowali i rozumieli jego decyzję czemu dał wyraz we wspomnieniach. ”Teraz znów owi milczący przez dziesięciolecia Katoni gromią mnie za przyjęcie obrony człowieka, który jest oskarżony o współudział w morderstwie ks. Popiełuszki. I sądzą, że ja- obrońca w mnóstwie procesów politycznych w Polsce w warunkach o wiele trudniejszych niż obecne mam ich prosić o łaskawe przyzwolenie i pytać, czy wolno mi się podjąć obrony w takiej czy innej sprawie?. Niedoczekanie wasze, panowie, niezależnie od tego, czy byliście mi bliscy czy dalecy w różnych trudnych chwilach naszego życia w Polsce. Odpowiadam Katonom wychowanym w ustroju komunistycznym: jak wam nie wstyd koledzy? To komuniści pozwalali mnie jako adwokatowi bronić ludzi, którzy walczyli z nimi, a wy – moi Towarzysze walki – nie pozwalacie mi bronić człowieka, którego wina nie została jeszcze ustalona?” – pisał.

Zdaniem mec. Jana Olszewskiego, adw. Władysław Siła-Nowicki był w swych obronach nieustraszony i niezmordowany. Wkładał w nie całą swą rozległą wiedzę prawniczą, ogromne doświadczenie życiowe i  zawodowe, wielki talent krasomówczy. Gdyby przetrwała Polska niepodległa, mógłby w niej pełnić różne role i zajmować różne stanowiska, ale zawsze byłyby to role wybitne i stanowiska znaczące. Bieg historii sprawił, że tak wielu życiowych możliwości, do końca spełniła się tylko jedna: wpisał się do dziejów polskiej adwokatury jako najwybitniejszy obrońca polityczny czasów PRL-u. W tamtych latach z takich jak on adwokatów broniących w procesach politycznych szydzono, że samą swą obecnością na sali sądowej dostarczają dodatkowych okoliczności obciążających oskarżonego. A jednak w jednej przynajmniej sprawie mec. Władysław Siła- Nowicki okazał się obrońcą skutecznym, obronił honor polskiej adwokatury w okresie powszechnego znieprawienia i moralnego zamętu.

apl. adw. Przemysław Pluta

Tagi: obrońca

Share on FacebookShare on TwitterShare on LinkedInSend Email