Potencjał prawny w walce z dyskryminacją za mało wykorzystywany - relacja z konferencji

27.01.2012

Nieświadomość prawna obywateli i brak solidnej edukacji prawników stanowią główny mankament w przeciwdziałaniu dyskryminacji kobiet. To z kolei prowadzi do bierności legislatorów we wprowadzaniu nowoczesnych systemów prawnych w postępowaniach cywilnych dotyczących nierównego traktowania. Tymczasem polska Konstytucja jak i ustawodawstwo międzynarodowe podatne są na praktyczne zmiany legislacyjne – do takich wniosków doszli uczestnicy konferencji pt. „Skuteczna ochrona prawna przeciwko dyskryminacji kobiet”.

– Moją ambicją jest ożywienie środowiska adwokackiego, aby przestało ono milczeć i stało się bardziej wrażliwe społecznie – powiedział adw. Andrzej Zwara, prezes NRA, otwierając konferencję naukową, która odbyła się 10 grudnia w Warszawie. Szef Adwokatury podkreślił jak istotną rolę pełni adwokat w walce obywateli z dyskryminacją. Uznał, że nadal powszechnym problemem jest zjawisko „szklanego sufitu”, a brak szacunku do pracy kobiet zauważalny jest zarówno na stanowiskach niższego jak i wyższego szczebla. – Polskie mechanizmy prawne nie chronią praw kobiety w sposób skuteczny, a zjawisko dyskryminacji kobiet paradoksalnie nadal rośnie. Wniosek nasuwa się więc następujący: sfera normatywna nie jest kompatybilna ze sferą realną. – spuentował. Adw. Mikołaj Pietrzak, przewodniczący Komisji Praw Człowieka przy NRA i organizator wydarzenia tłumaczył znaczenie tematu dyskryminacji dla adwokatury. – Celem adwokata jest służenie społeczeństwu oraz zabezpieczanie i chronienie praw obywateli poprzez świadczenie skutecznej pomocy prawnej. – powiedział.

Pierwsza część spotkania poświęcona była konstytucyjnym i międzynarodowym standardom ochrony przed dyskryminacją kobiet. Dyskusję moderował adw. Wieńczysław Grzyb z Komisji Praw Człowieka przy NRA. Mecenas przypomniał słowa Martina Luthera Kinga: „I have a dream” odwołujące się do marzeń o braku dyskryminacji afroamerykanów w Stanach Zjednoczonych. – Słowa te przenoszę dziś na grunt polski w odniesieniu do dyskryminacji kobiet – powiedział adw. Wieńczysław Grzyb.

O dyskryminacji kobiet na tle ujęcia równości w Konstytucji RP mówiła prof. Ewa Łętowska, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku i była Rzecznik Praw Obywatelskich. Stwierdziła, że w Konstytucji istnieje potencjał, który w związku z brakiem prób na wytworzenie przyzwoitego standardu, pozostaje uśpiony i niewykorzystany. Konstytucja definiując zakaz dyskryminacji posługuje się katalogiem otwartym, bez wyliczania poszczególnych czynników, co otwiera ją na możliwości tkwiące w strukturach multicentrycznego prawa. Standardy europejskie zarówno luksemburskie jak i strasburskie wykazują dużą dynamikę i dotykają kwestii kobiecych w bardzo różnych aspektach np. przemoc domowa czy życie gospodarcze. – Polska mogłaby te standardy zaabsorbować gdyby miała odpowiednie co do tego mechanizmy, nie zaś jałowe przepisy. – tłumaczyła. Z drugiej jednak strony, zauważyła, że standardy, jakkolwiek nie byłyby dokładne, nie będą skuteczne w każdej sprawie o dyskryminację. Równość bowiem z natury rzeczy jest sytuacyjna, a geneza dążenia do równości powinna opierać swoje tezy na godności ludzkiej.

O zakazie dyskryminacji w świetle Konwencji ONZ w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet mówiła dr Anna Śledzińska-Simon z WPAiE Uniwersytetu Wrocławskiego. Uznała, że nie uda się w pełni zlikwidować dyskryminacji, ale należy zrobić wszystko, żeby ją zniwelować. Stwierdziła, że Konwencja ONZ jest uznawana jako autorytet prawny, którym można podeprzeć argumenty pełnomocników czy rządu, ale bardzo rzadko jest traktowana jako wiążące źródło prawa. Zdaniem prelegentki, pozytywną stroną konwencji jest jej progresywność i logika. – Na podstawie sprawy kobiet romskich już w 2006 r. sterylizacja przymusowa była uznaną formą dyskryminacji kobiet, natomiast Trybunał w Strasburgu do takich wniosków nadal jeszcze nie doszedł. Dr Śledzińska-Simon uznała, że potencjał Konwencji nie jest należycie wykorzystany. Nadal nie jest ona podnoszona jako argument i wiążące prawo międzynarodowe, które trzeba uwzględnić również na poziomie krajowym.

R.pr. Magdalena Mierzewska z Europejskiego Trybunału Praw Człowieka mówiła natomiast o zakazie dyskryminacji w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Pani Mecenas wskazała na zmiany na poziomie mentalności prawa polskiego w odniesieniu do dyskryminacji kobiet. – Jeszcze kilkanaście lat temu nawet Trybunał Konstytucyjny nie próbowałby orzekać w tej sprawie, a dziś kwestia dyskryminacji kobiet i prawnych narzędzi jej zwalczania należy do tzw. mainsteamu prawniczego. – powiedziała. Zwróciła też uwagę na drożność kanałów społecznych i kulturowych. – Problemem w sprawach o nierówne traktowanie jest znalezienie dobrej „sierotki” tzn. ofiary dyskryminacji, która poprosi o poradę adwokata lub prawnika. – mówiła. Prelegentka przypomniała także wnioski Henryka Domańskiego, socjologa i autora książki „Zadowolony Niewolnik”. – Książkę można streścić posługując się marksistowską terminologią: kobiety mają fałszywą świadomość – mają źle, ale nie wiedzą, że mają źle. Świadomość ta funkcjonowała 20 lat temu i moim zdaniem funkcjonuje również dziś. – recenzowała.

Kwestię zakazu dyskryminacji ze względu na płeć w świetle wybranych orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej omówiła prof. Justyna Maliszewska-Nienartowicz z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. W swojej wypowiedzi panelistka skoncentrowała się na równości szans oraz równego traktowania kobiet i mężczyzn w dziedzinie zatrudnienia i pracy, które to zakresy określa dyrektywa 2006/54 z 5 lipca 2006 r. Poruszyła temat równości wynagrodzeń. – Dyskryminacja pośrednia w dziedzinie wynagrodzenia ze względu na płeć jest częstym lamentem w orzecznictwie Trybunału, a ciężar gatunkowy polega na umiejętnym przeprowadzeniu dowodu uzasadnienia. – tłumaczyła. Poza równością wynagrodzeń, w prawie wtórnym występują także inne regulacje, które odnoszą się do sfery zatrudnienia. W regulacjach prawa wtórnego przewiduje się pewne wyjątki od zakazu dyskryminacji, nawet tej bezpośredniej. Najważniejszy wyjątek odnosi się do tzw. istotnego i decydującego wymogu pracy zawodowej. Sytuacja taka ma miejsce gdy stanowisko pracy wymaga od pracownika pewnych cechy fizycznych lub psychicznych, które charakteryzują konkretną płeć. Jako przykład przytoczyła kwestię zatrudnienia kobiet w jednostkach wojskowych i bojowych. Poruszyła również kwestię pracy kobiet w nocy oraz specyfikę ochrony kobiet w ciąży i na urlopie macierzyńskim. Specjalna dyrektywa 92/85/EWG wyklucza możliwość zwolnienia z pracy lub odmowy przyjęcia do pracy kobiety na podstawie przesłanek dotyczących jej naturalnych cech macierzyńskich. Wskazała także na kontrowersje związane z równością płci w dziedzinie zabezpieczenia społecznego, które sprowadzają się do tendencji wyrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. – Trybunał co prawda nakazuje traktowanie kobiet w sposób równy jeżeli chodzi o obliczanie wysokości należnych emerytur, ale wyrównanie wieku emerytalnego to już wola państwa, a nie nakaz unijny. – wyjaśniła.

Drugi panel pt. „Skuteczność prawnych instrumentów ochrony przed dyskryminacją w Polsce” poprowadziła adw. Katarzyna Szoda-Wolska, wiceprzewodnicząca Komisji Praw Człowieka przy NRA.

Na temat postępowania dowodowego w sprawach dyskryminacji przed sądami polskimi mówiła Katarzyna Gonera, sędzia Sądu Najwyższego. Zwróciła ona uwagę na luki w niezbędnej edukacji sędziów, adwokatów i prokuratorów. Przypomniała, że system porządku prawnego w Polsce podlega regulacji wewnętrznej na poziomie konstytucji oraz zewnętrznej na poziomie unijnym i ONZ-owskim. – Niejednokrotnie zdarza się, że sąd boryka się z problemem nieznajomości prawa – wyznała. Dodała, że Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury nie jest w stanie podołać wszystkim obowiązkom edukacyjnym. – Szkoła uczy przepisów kosztem standardów i metod wykładni. To jest podstawowa wada orzecznictwa polskiego. – ubolewała prelegentka.

Pani Sędzia Gonera stwierdziła także, że praktyka dowodowa też jest daleka od ideału. Podała przykład, kiedy współpracownicy powoda nie chcą składać zeznań przed sądem mimo istniejących przepisów chroniących ich prawa. Również pracodawcy niechętnie ujawniają informacje dotyczące porównywanych pracowników – dotyczy to najczęściej wysokości wynagrodzeń. Sąd Najwyższy w jednym z orzeczeń stwierdził, że klauzula poufności zawarta w kontraktach, tj. tajemnica zawodowa obowiązująca wewnętrznie pracownika i pracodawcę, nie przenosi się na wymiar procesowy. Jeżeli więc pracodawca nie ujawni informacji dotyczących porównywanych pracowników, musi liczyć się z konsekwencjami. Jeżeli natomiast, któryś z pracowników dobrowolnie ujawni swoje wynagrodzenie po to, aby dać szansę powodowi w procesie o dyskryminację związaną z wynagrodzeniem, nie mogą go spotkać z tego tytułu szykany.

Adw. Bartłomiej Raczkowski, ekspert z zakresu prawa pracy, zajął stanowisko w kwestii dochodzenia sądowej ochrony przed dyskryminacją. Mecenas zwrócił uwagę na paradoksalne przekonanie obowiązujące w społeczeństwie, mówiące, że to kobiety są lepszymi pracownikami. Pracodawcy jednak niechętnie zatrudniają kobiety ze względu na obawę przed zbyt daleko posuniętą ich ochroną. – W momencie, kiedy wprowadzono czteroletnią ochronę przedemerytalną, jedynym skutkiem było wzmożone zwalnianie pracowników na 5 lat przed emeryturą. Ponieważ istnieje ochrona działaczy związkowych, wobec tego wszystkich potencjalnych przedstawicieli związków zawodowych zwalnia się zanim zdążą oni takie związki zawodowe założyć. Młode kobiety nie są zatrudniane bo istnieje obawa, że poprzez długoletnie okresy ochronne związane z macierzyństwem tej osoby, nie będzie można jej zwolnić, a koszty trzeba będzie ponosić. – tłumaczył prelegent.

Adwokat mówił też o dyskryminacji na tle kwalifikacji osób i związanymi z tym szansami na zawarcie umowy o pracę, która z kolei kwalifikuje do ochrony socjalnej pracownika. Przed pespektywą rozwoju zawodowego stoją głównie kobiety wykształcone i dobrze sytuowane, których wartość na rynku pracy jest wysoka. Natomiast osoby, u których ochrona socjalna jest jedyną możliwością na godne życie, nie są zatrudniane na umowę o pracę. – Polskie szwaczki i sprzątaczki zmuszane są przyjmować tzw. „umowę śmieciową” za niewielkie wynagrodzenie, pod ryzykiem nie uzyskania zatrudnienia wcale. – wyjaśniał. Prelegent mówił też o dyskryminacji pośredniej i jej zróżnicowanym charakterze. Ten typ dyskryminacji występuje w sytuacjach gdy stosuje się kryterium legalnego i pozornie etycznego zachowania do osiągnięcia efektów nielegalnych. Przykładem jest premia pracownicza za dyspozycyjność. Ten rodzaj premii niesie ze sobą przejawy dyskryminacji, bowiem kobieta tej premii nigdy nie otrzyma ze względu na swoje obowiązki poza pracą zawodową. – argumentował. Zaznaczył, że społeczeństwu polskiemu potrzebna jest solidna edukacja w zakresie tolerancji i obalania stereotypów. Rozwiązanie widzi we wprowadzeniu podstawowych zagadnień prawnych do programu szkolnego.

Kolejna prelegentka, r.pr. Karolina Kędziora, wiceprzewodnicząca Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego, opowiadała o praktykach dowodzenia dyskryminacji przed polskimi sądami. Kontynuując myśl swojego przedmówcy, rozpoczęła swoją wypowiedź od zaznaczenia roli stereotypów w dyskryminacji płciowej, szczególnie jeżeli dyskryminacja jest związana z rodzicielstwem. Swoją tezę dokumentowała sprawami, które wpłynęły do PTPA. Dotyczyły one kobiet, które po urlopie wychowawczym postanowiły skorzystać z ograniczonego wymiaru godzin pracy, do czego mają prawo zgodnie z regulacją kodeksową. Tymczasem pracodawcy sięgali po kamuflującą ustawę o zwolnieniach grupowych, powołując się na kwestie ekonomiczne jako przyczynę zwolnienia.

Dr Kinga Wysieńska z Instytutu Spraw Publicznych zaprezentowała metodę udowadniania dyskryminacji polegającą na przeprowadzaniu odpowiednich testów. Jest to nowa metoda w Polsce, ale sprawdzona już w innych państwach. Testy na dyskryminację to technika eksperymentalna, która była równolegle rozwijana zarówno przez naukowców jaki i przez pracowników zaangażowanych w działania na rzecz równego traktowania i ochrony praw człowieka. Testy są prowadzone poprzez dobieranie osób o identycznych, równoważnych cechach aparycyjnych i osobowościowych w pary. Różni je jedynie aspekt mogący być przedmiotem dyskryminacji np. płeć, kolor skóry czy brak pełnej sprawności. – W ramach jednej ze swoich akcji, Instytut Praw Publicznych wysyłał do pracodawców po dwie aplikacje o tej samej treści, które różniło jedynie imię i nazwisko aplikanta wskazujące na jego pochodzenie. Innym razem, Instytut Praw Publicznych, wspólnie ze Stowarzyszeniem Interwencji Prawnej i Fundacją na Rzecz Różnorodności przeprowadził testy dyskryminacyjne dotyczące wstępu do klubów nocnych dla osób o różnym kolorze skóry. – wyjaśniała.

Istnieją ścisłe procedury zarówno w systemach europejskich jak i pozaeuropejskich dotyczące zasad przeprowadzania testów, aby mogły być one stosowane jako dowody sądowe np. testerzy nie mogą być ze sobą emocjonalnie związani, nie mogą się znać i nie mogą wiedzieć, że biorą udział w tym samym eksperymencie. – Celem jest wykluczenie wystąpienia jakiegokolwiek czynnika, który mógłby obciążyć wynik testu. – tłumaczyła prelegentka. Wytyczone są również zasady przeprowadzania treningów dla testerów, aby nie można było zarzucić, że testerom zależało na osiągnięciu konkretnego efektu. – Nie trenuje się ich na zasadzie „udowodnij dyskryminację” ale instruuje się ich w myśl teorii „idź, zrób, powiedz co się stało”.

W ostatnim panelu uczestnicy konferencji zastanawiali się czy ustawa „O równym traktowaniu’ zdała egzamin w praktyce. Dyskusję moderowała adw. Magdalena Sykulska-Przybysz z Komisji Praw Człowieka przy NRA.

Krzysztof Śmiszek, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Prawa Antydykryminacyjnego, przyznał, że ustawa ma wiele wad. Wyjaśnił, że kluczową rolę we wprowadzeniu tego aktu do systemu prawa polskiego odegrała Unia Europejska, która nakazała objęcie legislacją antydyskryminacyjną wszystkich obszarów życia. Prawo europejskie wprowadziło instrumenty ochrony przed dyskryminacją. Jednym z tych instrumentów jest wymóg utworzenia organu lub organów ds. równego traktowania, których zadaniami byłoby wspieranie ofiar dyskryminacji, formułowanie rekomendacji dotyczących przeciwdziałania dyskryminacji oraz prowadzenie niezależnych badań i raportów nad dyskryminacją. Kraje UE w bardzo indywidualny sposób potraktowały ten obowiązek, co w efekcie doprowadziło do wytworzenia szerokiego i zróżnicowanego spektrum organów ds. równego traktowania. – Ustawodawstwo wewnętrzne wyprodukowane przez wszystkie państwa członkowskie prezentuje się doskonale na tle polskiej ustawy „O równym traktowaniu”. – stwierdził.

Mirosław Wróblewski, dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego i Międzynarodowego Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, mówił o ustawie w świetle działalności Rzecznika Praw Obywatelskich. – Możliwość oceny ustawy „O równym traktowaniu” będzie możliwa w połowie 2012 r. Dopiero wtedy Ministerstwo Sprawiedliwości otrzyma statystyki sądowe z całego kraju. Jak dotąd Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich nie odnotowało wielu skarg w zakresie naruszenia praw równości. – powiedział. Nawiązując do wystąpienia Krzysztofa Śmiszka, przedstawiciel RPO wskazał na dominującą zasadę autonomii państw członkowskich, w ramach której każde państwo przeciwdziałając dyskryminacji, może w tym celu wyznaczyć w dowolnej ilości odpowiednie organy lub stworzyć nowe. W Polsce, niezależnym organem do badania spraw równego traktowania został wyznaczony Rzecznik Praw Obywatelskich. Do jego nowych zadań należy analizowanie, monitorowanie i wspieranie równego traktowania oraz prowadzenie niezależnych badań czyli publikacja raportów. Zdaniem prelegenta implementacja ta ma dwa mankamenty. Po pierwsze, względy ekonomiczne – RPO nie otrzymał na realizację nowych zadań wystarczających środków finansowych. Po drugie, w praktycznym ujęciu rola Rzecznika sprowadza się do udzielania wnioskodawcy informacji o przysługujących mu środkach prawnych. Tymczasem, zgodnie z art. 80, Rzecznik stoi na straży praw i wolności obywatelskich. – Dyrektywy i ustawa wymagają od Rzecznika interwencji oraz podejmowania działań z zakresu pomocy bezpośredniej, co sprzeczne jest z jego faktycznymi zadaniami. W tym przypadku, porada rzecznika nie należy do pomocy bezpośredniej. – wyjaśniał Mirosław Wróblewski.

Prof. Magdalena Środa, była pełnomocnik Rządu ds. Równego Traktowania, przedstawiła rozwiązania instytucjonalne w przeciwdziałaniu dyskryminacji w zestawieniu z rozwiązaniami stosowanymi w praktyce. Pani profesor określiła ustawę „O równym traktowaniu” jako „ogryzek”. – Wszystko co w projekcie ustawy było wartościowe i pomysłowe, co przekraczało w swojej treści zadania narzucone przez dyrektywy unijne, natrafiało na opór polityczny i ideologiczny. Obecna forma ustawy jest okrojoną wersją jej projektu - tłumaczyła. Prelegentka podkreślała znaczenie współpracy pomiędzy Rzecznikiem Praw Obywatelskich a Ministerstwem Edukacji, którego funkcją jest budowanie poziomu świadomości obywateli. W opinii prof. Magdaleny Środy, Polska jest jedynym krajem w Europie, który nie dokonuje weryfikacji podręczników ze względu na stereotypy. – Nawet książki do nauki matematyki mają charakter dyskryminujący – dziewczynka nieudolnie licząca pączki to nie tylko dziewczynka niezdolna do matematyki, ale także dziewczynka, która powinna dbać o linię. Na kolejnej stronie podręcznika widzimy chłopca w sytuacji z życia publicznego np. obliczającego pieniądze jakie tatuś musi wydać na samochód. Mamusia natomiast zajmuje się kupowaniem środków czyszczących, co również wzbudza skojarzenia stereotypowe. – wyjaśniała.

Adw. Marcin Górski mówił o ustawie „O równym traktowaniu” na tle ustawodawstwa unijnego. Jego zdaniem ustawa ta charakteryzuje się szeregiem niezgodności z prawem Unii Europejskiej. Wątpliwości dotyczą już samego tytułu ustawy. Po pierwsze, budzi on zastrzeżenia z punktu widzenia § 17 rozporządzenia zasad techniki prawodawczej. Zgodnie z tym przepisem tytuł ustawy ma odzwierciedlać zawartą w ustawie treść normatywną w sposób nie budzący wątpliwości. – Ustawa „O równym traktowaniu” w rzeczywistości mówi o kwestiach instytucjonalnych. Nie ma więc żadnej zgodności tytułu z treścią ustawy. – powiedział mecenas. Tytuł jest również niemożliwy do zaakceptowania w warstwie aksjologicznej. Nazwa ustawy „O równym traktowaniu” sugeruje, że zasada niedyskryminacji jest w polskim porządku prawnym zasadą nową. – Z punktu widzenia samej nazwy, nie zaś jej treści, ustawę „O równym traktowaniu” można by porównać do obcego ciała, które spadło na polską ziemię niczym meteoryt i teraz musimy je tolerować choć nie bardzo chcemy. – mówił mecenas. Podsumowując, zdaniem prelegenta nazwa „O równym traktowaniu” sygnalizuje nie tradycję a wdrażanie nowego. – Jest jeszcze jedna ustawa obowiązująca w polskim prawie, która mówi o wdrożeniu. Jest nią ustawa o wdrożeniu naziemnej telewizji cyfrowej- podsumował.

Zamykając konferencję adw. Mikołaj Pietrzak uznał, że tak rozległy temat jak dyskryminacja kobiet zawsze pozostawia niedosyt, który jednak w tej materii ma charakter pozytywny, bowiem nie pozwala na wygaśnięcie ważnym kwestiom. Dodał, że spotkanie spełniło zarówno funkcję edukacyjną, ale też wykazało, że problem dyskryminacji kobiet dotyczy całego społeczeństwa w tym, adwokatury, sądów, prokuratury, władzy legislacyjnej i wykonawczej.

Aleksandra Zalewska, biuro prasowe NRA

Tagi: dyskryminacja

Share on FacebookShare on TwitterShare on LinkedInSend Email