O obrońcach politycznych w IPN

09.02.2012

9 lutego w Instytucie Pamięci Narodowej w Warszawie adw. Ewa Milewska-Celińska oraz adw. Jacek Taylor rozmawiali o postawie polskich adwokatów w okresie PRL.

- Nigdy nie czułam się obrońcą politycznym. Całe życie jestem po prostu obrońcą. – powiedziała adw. Ewa Milewska-Celińska, która broniła m.in. w procesach po wydarzeniach marca 1968 r., Radomia i stanu wojennego, była też obrońcą Jana Lityńskiego i Henryka Wujca oraz pełnomocnikiem oskarżyciela posiłkowego Leopolda Przemyka w procesie o zabójstwo jego syna Grzegorza Przemyka.

Z kolei adw. Jacek Taylor, obrońca gdańskich opozycjonistów, w tym Lecha Wałęsy, Andrzeja Gwiazdy, Anny Walentynowicz, Bogdana Lisa przekornie mówił, że powodem, dla którego podejmował się obrony opozycjonistów była „wrodzona żyłka hazardowa”. - Brydż przestał już wystarczać, a sprawy polityczne wydawały się ciekawsze niż rozwody i podziały majątku. – wyjaśniał Mecenas.

Adw. Ewa Milewska-Celińska wspominała, że postawy dobrego i odważnego obrońcy uczyła się od swoich starszych kolegów z Zespołu Adwokackiego nr 25 w Warszawie – m.in. od mecenasów Andrzeja Grabińskiego, Stanisława Szczuki, Anny Sobocińskiej-Lorenc oraz Macieja Duboisa.

Pierwsza sprawa „polityczna” trafiła do niej kiedy miała niespełna trzyletnią praktykę adwokacką. Została obrońcą Jana Lityńskiego. - Było to nieprawdopodobne przeżycie, a doświadczenie miałam niewielkie. – powiedziała i przyznała, że po tej sprawie środowisko nabrało do niej zaufania, więc przybywało klientów z podobnymi problemami. Wielki wpływ na Panią Mecenas miały procesy radomskie. Była świadkiem bicia ludzi, którzy przyszli do sądu obserwować przebieg spraw. Sama padła ofiarą szykan – przebito jej opony w samochodzie, a w drodze powrotnej do Warszawy  milicja wielokrotnie zatrzymywała ją do kontroli. - Nie umiem powiedzieć czy się bałam, ale na pewno byłam wtedy rozzłoszczona - mówiła.

Równie szybko sprawy polityczne przypadły adw. Jackowi Taylorowi. Adwokatem został w 1968 r. i jeszcze w tym samym roku bronił studentów i robotników  represjonowanych po wypadkach marcowych.

Przyznał, że przed wprowadzeniem stanu wojennego niewiele było procesów politycznych. W latach ‘78-80 było ich zaledwie kilka, ale za to wszystkie bardzo głośne. Dodał, że przybyło ich po grudniu 1981 roku. W tym czasie też zmienił się sposób postępowania w sprawach politycznych. Został bardzo ujednolicony. Zawsze stosowano areszt tymczasowy, przedłużano postępowania przygotowawcze, w czasie których podejrzani byli izolowani – nie było zgody na wiedzenie. Adwokaci nie mieli wglądu w dokumentację. W postępowaniu sądowym zaś nie było przypadkowych sędziów. Był ścisły nadzór i prawie w każdym przypadku wykluczona była jawność procesu. Sędziowie wydawali wyroki kary bez warunkowego zawieszenia. Ponadto wszystkie sprawy były szczegółowo omawiane na posiedzeniach biura politycznego. Mec. Taylor powiedział, że po roku 1989 w jego ręce trafił stenogram jednego z takich posiedzeń z 1984 r., z którego wynikało, że każdą sprawę o charakterze politycznym omawiano w grupie kilkunastu osób, z gen. Wojciechem Jaruzelskim na czele.

Gdański adwokat uznał, że rola adwokata w tamtych czasach była dwuznaczna. – Z jednej strony byliśmy pewnego rodzaju trybikiem w wymiarze sprawiedliwości PRL, byliśmy władzy potrzebni żeby funkcjonowała fikcja praworządności. Z drugiej strony czuliśmy, że musimy kontynuować postawy adwokatów z lat 50. To, że nie jesteśmy listkiem figowym, czuliśmy głównie dzięki świadomości, jak bardzo jesteśmy potrzebni naszym klientom. – tłumaczył.

Nieco innego zdania była Pani Mecenas. - Mam wrażenie, że byłam ogromnie potrzebna ludziom, których broniłam. Do końca życia będę też pamiętać odwagę i uczciwość moich klientów. – wyznała.

Dyskusja odbyła się w ramach spotkań Klubu Historycznego im. Stefana Roweckiego „Grota”, a  poprowadził ją prof. Jerzy Eisler.



 

Tagi: obrońca

Share on FacebookShare on TwitterShare on LinkedInSend Email